czwartek, 9 lutego 2012

Trochę narzekania nie zaszkodzi

Jak każda prawdziwa przedstawicielka narodowości polskiej muszę sobie od czasu do czasu ponarzekać. Tak, wiem, że i tak nie mam źle, nie mam -30 stopni, a najmniej 2 (co tutaj dla autochtonów i tak jest zimnem wprost syberyjskim i nie mogą uwierzyć, że w innych częściach Europy może być JESZCZE zimniej), słońce świeci mi zapewne więcej godzin dziennie niż nad ojczyzną, a palmy zapewniają widok milszy niż ogołocone z liści badyle normalnie będące drzewami. No ale jak to tak sobie nie ponarzekać niekiedy. Toż to grzech i obraza boska. Tak więc po pierwsze nie mogę oddychać, gdyż skutecznie uniemożliwia mi to miłujący mój nos miłością dozgonną i szaleńczą katar. W związku z tym każda czynność mnie męczy, więc leżę na kanapie i oglądam kuchenne rewolucje na jutubie. Nawiasem mówiąc nie rozumiem logiki tych restauratorów. Po jaką cholibkę dzwonią po to blondcudo, jeśli potem jedyne czym się zajmują to kłócenie się z nią i stawianie oporu jakimkolwiek próbom zmian. No ale nic. Zgodnie z logiką marnowania czasu mężnie oglądam coś, co uważam za lekko absurdalne. A tak naprawdę to chciałam po raz kolejny wyrazić swój sprzeciw wobec programu nauczania na uczelniach wyższych. Kolejny już raz zaskakuje i wprost zatrważa mnie logika mojego kierunku. A mianowicie zostałam zmuszona do napisania 15stronicowego eseju o czymś, co według wszelkiego prawdopodobieństwa, nigdy mi się w życiu nie przyda (tak, wiem, że można to powiedzieć o 80% materiału omawianego w polskich szkołach). Nasz pan doktor bardzo słusznie i przyjaźnie zamienił egzamin na napisanie owego eseju. I wszystko byłoby fajnie i akuratnie gdyby nie fakt, że miał on dotyczyć historii najnowszej dowolnego kraju romańskiego z wyjątkiem Hiszpanii. Ja rozumiem, że jako przyszli tłumacze powinniśmy takową znać, ale chyba właśnie powinniśmy się skupić głównie na Hiszpanii, bo po cóż mi szczegółowa wiedza o strajkach studencko-robotniczych we Francji? A no po nic. Tak więc w mękach i bólach niemal porodowych wydałam na świat pracę, która, w związku z tym, ze jej tematyka nie interesuje mnie w ogóle, kosztowała mnie najwięcej wysiłku ze wszystkich, które dotąd spłodziłam. Nie mówię, ze tego nie da się zrobić. Jasne, że się da. Przyciśnięty student napisze o wszystkim. Nawet o kondycji ekosystemów leśnych w Burkina Faso. Ale po kie licho? A moja magisterka wciąż nieruszona...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz