Tak, jak zwykle ze wszystkim co w życiu wymaga jako takiej regularności, moje blogowe wypociny zatrzymały się gdzieś w okolicach października. Nie powinno to dziwić nikogo, kto zna mnie choć trochę dłużej niż tydzień. Mimo, iż zazwyczaj potrafię się zmobilizować i tworzyć prace, zadania, eseje i inne niezbędne dla mojej przyszłości twory naukowowikipediowe, to do regularnego pisania niniejszego bloga jakoś się wziąć nie umiem. A powinnam. Podobno to pomaga w wyładowywaniu emocji, wywnętrzaniu uczuć, zabijaniu złych myśli i innych tego typu frojdowsko-psychologocznych hasłach. No może i tak jest. I może właśnie dlatego, że nie pisze regularnie bloga, jestem jaka jestem. Nie mi to oceniać.
Co się działo prze ten jednak dość długi okres czasu? Byłam w przepięknym, przeklimatycznym, przeromantycznym Paryżu, w którym (jakże to kiczowate i nieoryginalne) się zakochałam doszczętnie i całkowicie. Następnie spędziłam kolejny miesiąc w słonecznej Walencji, w której to w połowie grudnia dochodzi do 20 stopni i wiesza się lampki choinkowe na palmach i drzewkach pomarańczowych. W tak zwanym międzyczasie zmarnowałam kilka drogocennych godzin mego żywota na granie w simsy i HOMM6 (na te ostatnie mam niechlubny zamiar zmarnować jeszcze kilkadziesiąt godzin), nie ruszyłam nawet paznokciem małego palca u lewej ręki mojej szurnej pracy magisterskiej i nauczyłam się jak jest po rosyjsku kątomierz. A obecnie, po półrocznej nieobecności, przebywam w mojej kochanej Polsce, a dokładnie w mojej wsi, zajadając się polską kiełbasą i pijąc polskie piwo. Nigdy nie czułam się taka patriotką jak teraz. Chociaż ludzie biorą mnie za Hiszpankę, gdy rozmawiam z nimi na ulicy po hiszpańsku. Z przyzwyczajenia. Moim namber łan jest koleś, który wyraził cichą nadzieję, że nie zrozumiałam jego siarczystego "zajebiście". Wyprowadziłam go z błędu. I to było miłe. Lubię Polskę. Naprawdę. Za jej kiełbasy i szynki. Za jej piwo i wódkę. (choć brzmi to studencko-alkoholicznie to naprawdę, polska wódka jest dobra). Za jej zupy i przyprawy. Za zimę. Za jej rodzinne choinkowe Święta. Za ludzi narzekających. Ciesze się z powrotu i tak się zastanawiam czy byłabym w stanie opuścić moją matczyznę na zawsze. Hmm, mogłoby być to trudne.