piątek, 12 października 2012

Takie tam biadolenie

Nie mam pomysła na konkretnego i ciekawego posta. Ale mam ochotę sobie coś opublikować, więc też to czynię. Zapewne ma na to wpływ pół butelki domowego wina, które właśnie obaliłam, przejrzenie 20 stron kwejka i brak nowego posta na blogu Kasi Tusk, który to regularnie poprawia mi humor swoim niewymuszonym entuzjazmem, prostotą i teoriami jakoby studenci jadali na śniadanie tosty z pleśniowym serem i szynką parmeńską. Swoją drogą jeśli panna premierówna naprawdę w to wierzy to zapewne jest szczęśliwą osobą. I dobrze. Ktoś na tym świecie szczęśliwym być musi. Niechaj to będzie Kasieńka ze swoimi must have i fotkami latte. Ja chwilowo cierpię na jesienną depresję, a raczej chandrę spowodowaną świadomością, że w Walencji jest 30 stopni, a ja chodzę w zimowym płaszczu, nie mam pracy i czeka mnie obrona magisterki, która nie ma ni sensu ni składu. No cóż, owoce mojego rocznego lenistwa dają o sobie znać. Pociesza mnie myśl, że przynajmniej mam gdzie mieszkać do końca roku. No, to sobie powylewałam smuty obudzone winiaczem. Ale w sumie jest dobrze, mieszkanie w centrum kazimierza mnie podnosi na duchu. Życie od razu wydaje się prostsze i ciekawsze. Tylko drink teamu brakuje:)

1 komentarz:

  1. Tu viceprezes. Zaprawdę powiadam Ci, boli mnie, że nie ma mnie w Krakowie w tej chwili. Powinnam tam być i kultywować wiekową tradycję. Albo chociaż kilkuletnią tradycję. Pociesz się, że ja nawet mgr nie napisałam i pracy też nie mam :)

    OdpowiedzUsuń