Fajnie jest teraz w Hiszpanii. Największe upały poszły precz i teraz z temperaturą oscylującą w granicach 25 stopni, rześkim powietrzem, które pozwala już oddychać i przepięknym światłem, którego nie spotkałam nigdzie poza Walencją, całkiem przyjemnie się tu egzystuje. To był bardzo aktywny weekend, zwłaszcza dla mojej wątroby. W związku z nawiedzeniem mnie przez Malacza vel Marcina (który bardzo dzielnie stara się posługiwać hiszpańskim, w związku z czym uaktywnia się w jego mózgu dawno zapomniana zakładka "français", myślę, że nasza licealna nauczycielka francuskiego byłaby z niego dumna. a już na pewno nie spodziewałaby się, że cokolwiek z jej lekcji zapamiętaliśmy, a tu proszę,taki psikus), ostatnimi 4 nocami żaden bar się przed nami nie ukryć nie mógł. Tak więc promocje typu 3 quintos za 1 euro, jarra za 1 euro czy tercio plus tapa za 1,70 euro mam już obcykane w małym palcu u lewej nogi.
Tutaj przydałby się krótki kurs hiszpańskich miar piwnych, które są niejako zabawne dla Polaków, jakże przyzwyczajonych, że normalne piwo to piwo tylko i wyłącznie półlitrowe. Zresztą nie tylko zabawne. Warto przygotować się zawczasu na szok, który gotuje nam pójście do baru w kraju Cervantesa. Ja tak szok przeżyłam. Do dziś się z niego podnoszę.
W Hiszpanii, gdy poprosimy po prostu o piwo, nikt, o zgrozo, nie zrozumie, że chcemy, jak Bozia przykazał, piwo w kufelku. Dostaniemy takie malutkie cuś, czego w pierwszej chwili możemy w ogóle na ladze nie zauważyć. Lub też mimochodem wypić myśląc, że to jakiś gratis od klubu za opóźnienie w nalewaniu piwa właściwego. Niestety nie. To nasze piwo. 0,2 litra. Tak. Wiem. Boli.
No nic, kiedy już pogodzimy się z niesprawiedliwością, która nas spotkała, bierzemy naszą caliteleczkę i udajemy się do stolika. I tu kolejna niespodzianka - zanim dojdziemy już piwo wypiliśmy! No to wracamy do baru. Niestety, taki proceder może się powtórzyć kilka razy...
Hiszpanie twierdzą, iż te maciupeńkie buteleczki umożliwiają latem dłuższe utrzymanie niskiej temperatury tego piwopodobnego napoju, który tu sprzedają (dobra, przyznaję, Alhambra czarna jest bardzo dobra, ale inne piwa, hmm, do najpyśniejszejszych niestety nie należą). Mnie jednak to nie przekonuje. Co więcej te małe piwka są cholernie zdradliwe. Pije się jedno za drugim nie zdając sobie sprawy z ilości wlanych w siebie, bądź co bądź alkoholowych, płynów. Co może czasem zaowocować niemożnością udania się od stolika w stronę baru celem kupienia kolejnego. Jednak, jak zauważyła koleżanka, jest pewna duża zaleta. Można zaszpanować i bez problemu powiedzieć znajomym z Polski - wypiłam wczoraj 7 piw i czułam się całkiem spoko:)
No, ale wracając do miar samych - quinto to 1/5 litra czyli 200 ml w buteleczce, tercio 1/3 litra, czyli nasze małe piwo w butelce, caña to 1/5 litra, ale w szklance, a doble to w teorii 400 ml, ale najczęściej 1/3 litra w szklance również. Czasem, w odstępach hiszpańskich uliczek i knajp odnajdzie się jarra czyli nasze normalne, półlitrowe piwo, ale jest to niestety gatunek zagrożony wyginięciem i chyba, z tego co mi wiadomo, nieobjęty niestety ochroną, ani wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO....
Tak, moja dygresja jakoś niebezpiecznie się rozrosła, tak więc zakończę moje piwne wywody w tym miejscu. Pod moim oknem rozlega się obecnie tradycyjna walencka muzyka. Ciekawe, czy to mój ulubiony uliczny muzyk chodzący z ogromnym keyboardem, czy jakiś hiszpański macho bawi się w zimny łokieć. Tak. hiszpańskie zimne łokcie wcale nie muszą słuchać umcy umcy. Słuchają wszystkiego, od muzyki folkowej, poprzez Shakirę po ciężki metal :)
Na koniec jedno z nielicznych półlitrowych piw, które miałam okazję spożyć w tym pięknym kraju:

Huehuehue :D Paulanerek dobry jest. To jest jedno z moich ulubionych piw, choć piwa z zasady nie lubię. Tylko ja lubię ciemnego Paulanera. Btw, żal to okropny kochana, że nie ma Cię w Krakowie, bo teraz jest moda na takie małe bary w stylu PRL, gdzie wszystko jest po 4 zl albo po 8zł. Np 0.4 l piwa za 4 zł, albo 40 ml wódki też za 4. I grają tam polską muzykę :D Czerwone Gitary i Skaldów! Na Kazimierzu, na tej samej ścianie co Alchemia jest taki barek, sprzedają tam panie po pięćdziesiątce, takie miłe :) A i to piwo to jakieś takie regionalne jest :P
OdpowiedzUsuń